MICHAEL ROSS

6 lutego 2011

MICHAEL ROSS – DUSICIEL Z POBOCZA DROGI

„Zabił osiem kobiet – przemoc i seksualność są dla niego jednym.”

MICHAEL ROSS
Michael Ross

Pierwszą zamordowaną była Tammy L. Williams (lat 17), jej ciało odnaleziono 29 lipca 1982 roku. Świadek widział jak szamotała się z jakimś mężczyzną – potem dziewczyna zginęła. Drugą ofiarą była Debra Smith Taylor (lat 23), odnaleziona 30 października 1982 roku. Około północy widziano ją w parku kilka kilometrów od miejsca gdzie zamordowano Tammy L. Williams – jej ciało znaleziono na dnie wyschniętej rzeki. Kolejną ofiarą była Robin Dawn Stavinski (lat 19), odnaleziona 23 listopada 1983 roku. Zgwałcił ją i podobnie jak poprzednim dziewczynom kazał położyć się na brzuchu. Mówił, że zwiąże ją i puści wolno – następnie udusił ofiarę od tyłu. Czwartą i piątą ofiarą były dwie dziewczyny April Brunais (lat?) i Leslie Shelley (lat 14), odnalezione 28 kwietnia 1984 roku. Łapały autostop nieopodal miejsca gdzie mieszkał Ross. Wcześniej uciekły z domu i postanowiły w końcu wrócić do rodziców. Ross zabrał dziewczyny swoim samochodem, chciały aby podrzucił je na stację benzynową, kiedy minął stację jedna z dziewczyn wyciągnęła nóż kuchenny. „Byłem tak zaskoczony, że niemal wypadłem z drogi nie wiem co jej powiedziałem, ale przestraszyła się i oddała mi nóż.” Ross zawiózł dziewczyny w ustronne miejsce i związał szmatą, która leżała z tyłu. Wsadził Leslie do bagażnika a April wyciągnął z samochodu i zgwałcił. Potem ją zabił i posadził na przednim siedzeniu samochodu. Kiedy zamordował April dokładnie w ten sam sposób co poprzednie dziewczyny (przekręcił ją na brzuch i udusił), otworzył bagażnik i powiedział Leslie, że jest mu przykro, ale musi ją zabić. Wyciągnął ją z bagażnika a następnie udusił tą samą metodą. „Śmierć tej najmłodszej, Leslie Shelley, martwiła mnie najbardziej. Może dlatego, że była taka mała i nie opierała się. Ale sposób w jaki ją zabiłem był chyba najbliższy moich fantazji.” Michael Ross przyznał się do dwóch morderstw, pierwsze popełnił w czasach studiów na Cornell. „Zauważyłem ją gdy szła poboczem drogi, poszedłem za nią chwyciłem i wyciągnąłem nad brzeg stawu – tam ją zgwałciłem i udusiłem, a ciało wrzuciłem do stawu.”

Ross został schwytany po zabójstwie ostatniej ofiary w Conecticat. Była nią Wendy Baribeault (lat 17), jej ciało zostało odnalezione 16 czerwca 1984 roku. Ross wracał do domu samochodem, w tym samym kierunku w którym szła poboczem ruchliwej drogi, była około czwarta po południu. Zjechał na pobocze, wyszedł z samochodu i zaczął z nią rozmawiać, próbując przekonać, żeby pojechała z nim na piknik. „Tamtego dnia miałem pracować z kolegą, po południu zadzwonił i powiedział, że jest chory. Mieliśmy odwiedzić kilka mieszkań, ale powiedział mi, że nie może jechać. Zatrzymałem się przed sklepem papierniczym i kupiłem kilka rzeczy. O wpół do czwartej byłem już w drodze do domu. Szła poboczem, zatrzymałem się, wysiadłem z samochodu – potem zgwałciłem ją i zabiłem.” Czekał dopóki nie dotrą do miejsca gdzie nie ma samochodów, następnie wciągnął dziewczynę do lasu, pobił i zdarł z niej ubranie, następnie zgwałcił. „Miałem na sobie trzyczęściowy garnitur, było zupełnie widno. Musiało mnie widzieć przynajmniej dziesięć osób, bo tuż obok przejeżdżały samochody.” Po zgwałceniu dziewczyny kazał jej przekręcić się na brzuch i udusił ją od tyłu. „Zgwałciłem ją i zamordowałem – to nie było przyjemne. Myślę, że nie ma czegoś takiego jak przyjemny gwałt.” Potem przeciągnął ofiarę kilka metrów dalej i przykrył ciało kamieniami. Detektyw Michael Malchik jako doświadczony policjant (badał sprawy ponad stu zabójstw), wiedział, że mordercy chcą jak najszybciej opuścić miejsce zbrodni. Aby się nie ujawnić i nie narazić na schwytanie. To i kilka innych okoliczności sprawiło, że doszedł do wniosku, iż Ross mieszka gdzieś w pobliżu. Tak też było, dom Rossa znajduje się około pięciu kilometrów od miejsca, gdzie porzucił ciało Wendy. Po tej sprawie Michael Ross został schwytany i przyznał się do zabójstw wszystkich kobiet. „Kiedy ją zaatakowałem, nie panowałem nad sobą, nie byłem w stanie przestać – mówię tak dlatego, że pamiętam ten moment. Kiedy już nie żyła nie czułem niczego szczególnego, wiedziałem co się dzieję i wszystko obserwowałem – ale to było jak oglądanie starego filmu. Gdy byłem w podstawówce puszczali te filmy tyle razy, że wszystko zaczęło mi się mieszać. Nie mówię, że to nie byłem ja, że mam rozdwojenie jaźni albo coś podobnego. Byłem tam i zabiłem ją, ale nie miałem świadomości w stu procentach.” Michael Ross twierdzi, że cierpi na niekontrolowane porywy agresji seksualnej. „Duszenie kogoś nie przypomina tego co oglądacie w telewizji. Kiedy próbowałem udusić Wendy, wkładałem w to dużo siły, ale nie chciała umrzeć. Musiałem rozluźnić uchwyt, żeby rozprostować palce. Potem zacząłem dusić ją znowu – dopóki nie przestała oddychać, a kiedy ją na chwilę puściłem zaczęła się wić i charczeć. Masz skurcze w rękach i nie udusisz nikogo tak szybko jak to robią w telewizji – 15 sekund i facet nie żyje. Większość prób duszenia to kilka podejść, musisz poruszać rękami dookoła – w przypadku tej Stavinski robiłem to trzy razy. Lekarz skomentował, że to była jakaś szalona siła. Pamiętam, że użył dokładnie tego słowa – szalona. I to mnie bardzo ubawiło, bo facet nie wiedział jak to się robi.”

Gdy Michael Ross ukończył uczelnie w Cornell, wyjechał do Północnej Karoliny, gdzie dostał swoją pierwszą posadę. Wciąż jednak podążał tą samą drogą. „Moja dziewczyna przyjechał do Północnej Karoliny, żeby mnie odwiedzić. Wracała do domu więc podrzuciłem ją na lotnisko. Po raz kolejny jej wizyta nie była zbyt udana i byłem podenerwowany. Widziałem tą kobietę jak szła z wózkiem drogą, zjechałem na pobocze ustawiłem się za budynkiem i czekałem aż wejdzie na podjazd. Zauważyła mnie, chwyciłem ją i powiedziałem, że jeśli nie zrobi tego co zechcę rozwalę głowę jej dziecka o ścianę – to dość ważne, nigdy nie rozumiałem dlaczego kobiety mi się nie opierały. Nie jestem wielkim silnym facetem, a mimo to żadna z moich ofiar nie próbowała ze mną walczyć. Zgwałciłem ją potem zacząłem dusić i zostawiłem umierającą, to że przeżyła nie ma nic wspólnego ze mną – taka była wola Boga.” Ross był przerażony, gdy obudził się następnego ranka i przeczytał w gazecie, że kobieta doczołgała się z dzieckiem do pobliskiej drogi i zatrzymała samochód – tylko dzięki temu przeżyła.

„Kiedy byłem z jedną kobietą zabiłem cztery osoby, potem miałem związek z inną i nie zabiłem nikogo. Zgwałciłem wprawdzie kobietę, ale nie zamordowałem jej. Potem znów zmieniłem partnerkę i zabiłem kolejne cztery osoby. Tak więc istniał bezpośredni związek między moimi partnerkami a mordowaniem. Mówili mi, że nie byłbym wstanie zabić osoby z którą jestem, kocham ją i potrzebuję jej, aby czuć się dobrze. Więc rozładowuję złość na kimś obcym, kimś kogo nie znam i z kim nie jestem blisko.”

„CYTATY”

MICHAEL ROSS

„Kiedy już nie żyły, pamiętam, że pierwsze co czułem, to jak mocno wali mi serce. Drugim wrażeniem był ból, bolały mnie ręce od duszenia, zawsze robiłem to rękami, a potem przychodziło trzecie uczucie – strach. Seryjni mordercy lubią dusić ofiary, to chyba najpopularniejsza forma zabijania. Śmierć jest bardziej rzeczywista i nie taka szybka. Po każdym morderstwie wmawiałem sobie, że już tego nie zrobię. Nie mogły nic powiedzieć, ani zrobić – to ja kontrolowałem sytuację, były martwe już kiedy je zobaczyłem. Myślę, że nigdy nie czułem większej … nie wiem jak to nazwać? Nie chcę powiedzieć przyjemności albo podniecenia. Nie potrafię opisać co wtedy czułem, ale na pewno to wrażenie nie byłoby tak silne, gdybym kogoś zadźgał lub zastrzelił. Kiedy byłem młodszy moje fantazje nie były związane z przemocą, nie wiem czy były normalne, ale nie myślałem o okrucieństwie. Pamiętam, że marzyłem o tym jak porywam kobiety, zabieram je do mojej kryjówki. A one zakochują się we mnie i nie chcą odejść – jak w Jamesie Bondzie. Kiedy byłem już w collegu, moje marzenia stały się bardziej okrutne, wtedy zacząłem myśleć o gwałtach. Śledziłem kobiety do ich domów i czułem dreszcze kiedy widziałem, że są przerażone – to mnie podniecało. Potem zgwałciłem pierwszą dziewczynę – to było w Cornell, następną już zgwałciłem i zabiłem. Nie jestem jakimś super zabójcą osiem osób to nic wielkiego, są o wiele lepsi ode mnie. Czułem się jakbym stał nad przepaścią, jak mucha, która powoli zsuwa się do pułapki, byłem na krawędzi, można mnie było zepchnąć bez wysiłku. To było przerażające, ale nie jestem już taki, teraz jestem bardzo sympatyczny. Jeśli nadarzyłaby się odpowiednia okazja, zabiłbym z łatwością. Do tych zabójstw przyczyniły się moje osobiste problemy – po prostu wybuchłem, tak bym to określił. Czułem, że żyje pod presją i coś pociągnęło za sznurek. Każdy uzbrojony ładunek wybuchowy ma swój zapalnik. Przez problemy w związkach z kobietami odczuwałem coraz większe napięcie i kiedy zauważyłem, że są bezbronne – to był dla mnie sygnał, wtedy zabijałem. Zabijałem je, bo nie były dla mnie żywymi ludźmi – musiałem to robić. Myślicie pewnie, że gdy się kogoś zabije jego twarz postanie wam na zawsze przed oczami i nie będziecie mogli się jej pozbyć. Nigdy czegoś takiego nie miałem, jedyne twarze jakie widziałem, to te w gazetach, kilka dni później. Oglądałem zdjęcia z cyklu ktokolwiek widział tę dziewczynę – dopiero wtedy o nich myślałem. Jeśli ktoś zatrzymałby mnie po zabójstwie i kazał wybrać twarz ofiary z dwunastu zdjęć brunetek i blondynek nie byłbym w stanie tego zrobić, nawet bezpośrednio po morderstwie – nie umiałbym tego zrobić. Nie chcę powiedzieć, że nie mam wyrzutów sumienia, po prostu to nie było dla mnie rzeczywiste. Wiem, że to brzmi strasznie, ale nie traktuję tego jak zabójstwa. Gdy mówię, że nie mam wyrzutów sumienia, to nie znaczy, że nie żałuję tego co się stało i nie chciałbym ich wskrzesić. Po prostu nie pozwalam, żeby torturowały mnie obrazy samego morderstwa lub tego co robiłem tym kobietom, zanim je zabiłem. Cierpię na schorzenie psychiczne zwane sadyzmem seksualnym. Sądzę, że jest to po części efekt zaburzeń psychicznych, a po części tego jak zostałem wychowany. Największe podniecenie przynoszą mi myśli o duszeniu kobiet. Kiedy mnie tu przywieziono, przeżywałem wszystkie te morderstwa na nowo – robiłem to wielokrotnie. Kiedy miewałem gorsze okresy to trwało całymi tygodniami, przeżywałem te sceny wiele razy dziennie i masturbowałem się tak często, że miałem rany. Wykorzystywałem je i poniżałem dla własnej przyjemności – to się musiało kiedyś skończyć. To, że jestem na bloku śmierci, miało być dla mnie karą, ale dla niektórych z nas śmierć nią nie jest – karą jest samo życie.”

ANNE COURNOYER
(KURATOR SĄDOWY MICHAELA ROSSA)

„W jednej chwili jest bliski płaczu, a zaraz potem zaczyna sadystycznie, czy też nerwowo chichotać. Nie wiem co się dzieje, może to nerwy, a może rozmowa o tym, co sprawia mu przyjemność. Widuję Michaela Rossa codziennie i uważam, że jest bardzo wyrachowany. Wszystko co mówi lub robi jest dokładnie przemyślane – właśnie przez to jest taki niebezpieczny. Z czasem psychika Michaela Rossa uległa zmianie. Kiedyś złożył do sądu prośbę o kastrację z powodu niekontrolowanych impulsów seksualnych. Twierdził, że jest zamknięty i zupełnie nie daje sobie z tym rady.”

DETEKTYW MICHAEL MALCHIK
(ARESZTOWAŁ ROSSA 28 CZERWCA 1984 ROKU)

„Gdy się na niego popatrzy jest zupełnie nijaki, a już na pewno nie groźny. Ma dobry charakter i ładnie się wysławia. Gdy go aresztowaliśmy wielu jego znajomych było zszokowanych. Pracował jako agent ubezpieczeniowy i miał dobry kontakt z ludźmi. Nikt nie podejrzewał, że jest w stanie popełnić tak ohydne zbrodnie. Nie było w nim nic przerażającego, żaden z jego znajomych nie był w stanie dostrzec jego ciemnej strony. Ukrywał to doskonale do chwili gdy zaczął atakować te bezbronne dziewczyny kiedy tylko miał na to ochotę. Najbardziej przerażające w Michaelu Rossie jest to, co on sam mi powiedział; Mike jeśli byś mnie nie złapał na pewno zabijałbym dalej. Powiedział, że jest mu przykro, ale tylko dlatego – że został złapany. Miałem do czynienia z wieloma przestępcami, jeśli ktokolwiek zasługuje na karę śmierci, to właśnie Michael Ross. I myślę, że jeśli ktoś by go o to zapytał, byłby tego samego zdania.”

C. ROBERT „BULLDOG” SATTI SNR.
(PROKURATOR STANOWY CONNECTICUT)

„Moje pytanie do przysięgłych brzmiało. Czy uważają to za sprawiedliwe, że żołnierz zabija na wojnie, a policjant w trakcie wykonywania swoich obowiązków – czy osoba, która kogoś zabija musi być niezrównoważona psychicznie?. Oczywiście większość ławników odpowie na to pytanie – nie. Jest wielu ludzi, którzy mają problemy psychiczne ale w świetle naszego prawa nie jest to żadna okoliczność łagodząca. Być może jest sadystą seksualnym, i co z tego?. To nie usprawiedliwia, ani tego co zrobił, ani też nie stanowi żadnej okoliczności łagodzącej, która mogłaby wpłynąć na zasądzenie wyroku łagodniejszego niż kara śmierci.”

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis
«