ALBERT FISH

5 lutego 2011

ALBERT FISH

[ ALBERT FISH ]
Albert Fish

W latach trzydziestych, gdy sprawa Alberta Fisha nabrała ogromnego rozgłosu, specjaliści uważali ją za przypadek niezwykły, zaś w literaturze z dziedziny psychopatologii i psychiatrii nie opisano dotąd żadnego przypadku, który mógłby się równać historii Fisha pod względem zaawansowania perwersji seksualnej. Dr Frederick Wertham, który jako ekspert sądowy badał stan psychiczny Fisha, poświęcił mu całą książkę. Dzięki niemu wiadomo bardzo dużo o dzieciństwie i młodości zbrodniarza, niewiele natomiast o jego zbrodniach. Fish stanął bowiem przed sądem pod zarzutem jednego tylko morderstwa. Dr Wertham pisze jednak o swym przekonaniu opartym na rozmowach z Fishem, że popełnił on co najmniej 15 morderstw. Jego ofiarami zawsze były dzieci.

Zajmiemy się najpierw przypadkiem, który doprowadził do ujęcia i skazania Fisha. Otóż 3 czerwca 1928 roku Albert Fish, wówczas 58-letni malarz pokojowy, zapukał rankiem do drzwi domu niejakich państwa Budd, których syn, Edward, zamieścił właśnie w nowojorskiej prasie ogłoszenie, chcąc tą drogą znaleźć pracę. Fish przedstawił się jako Frank Howard i zaproponował chłopcu posadę pomocnika w swej firmie odnawiania mieszkań. Warunki wydawały się Edwardowi atrakcyjne, przystąpiono więc do omawiania szczegółów. Nie wiadomo, czy Fish istotnie miał zamiar zatrudnić młodego Budda, własnej firmy w każdym razie nie posiadał. Być może rzeczywiście poszukiwał pomocnika, zmienił jednak plany w chwili, gdy do pokoju zajrzała 10-letnia siostra Edwarda, Grace. Dziewczynka była bardzo ładna i dobrze wychowana. Usiadła grzecznie w kącie i uśmiechając się do gościa, przysłuchiwała się naradzie rodzinnej, w której uczestniczyli także rodzice: pierwsza praca syna nie była dla nich sprawą obojętną. Po chwili zmieniono temat. „Frank Howard” zaczął zachwycać się małą Grace, co sprawiło przyjemność zarówno jej rodzicom, jak i samej dziewczynce. Zaczęła rozmawiać z Fishem, on zaś wynosił pod niebiosa jej rezolutność. Na pierwszy rzut oka było widać, że lubi dzieci i potrafi z nimi rozmawiać.

I tak od rozmów o pracy Fish przeszedł do opowiadania państwu Budd o dzieciach swojej siostry, „uroczych urwisach” – jak się wyraził, z których jeden, starszy, obchodzi właśnie dziś urodziny. Z tej okazji jego siostra (której Fish nigdy nie posiadał) urządza dla kilkorga dzieci małe przyjęcie. – „Chętnie zaprosiłbym kochaną Grace na podwieczorek” – powiedział Fish. – „Będą same miłe dzieci, a moja siostra bardzo się ucieszy. Potem osobiście odwiozę małą do domu” – zapewniał, gdy rodzice wyraźnie się zawahali.

Państwo Budd znaleźli się w dość trudnej sytuacji. Z jednej strony nie bardzo mieli ochotę powierzać swą najmłodszą latorośl człowiekowi bądź co bądź zupełnie obcemu, o którym wiedzieli tylko to, co sam im powiedział, z drugie jednak strony człowiek ten robił niezwykle sympatyczne wrażenie, tak szczerze zachwycał się Grace, a i ona, zazwyczaj nieśmiała wobec obcych, traktowała go jak członka rodziny. A wreszcie, co nie było bez znaczenia, człowiek ten oferował ich synowi doskonałe warunki pracy i wysokie wynagrodzenie. Jeśli nie pozwolą jej pójść z nim na to przyjęcie, może się obrazić i Edward straci taką doskonałą okazję. Państwo Budd wyrazili wreszcie zgodę na udział Grace w przyjęciu u siostry „Franka Howarda”. Nie podejrzewali, że skutków tej decyzji nie będą mogli sobie wybaczyć do końca życia.

Fish, z podskakującą z radości Grace, udał się na nowojorski dworzec centralny, skąd pojechali do miasteczka o nazwie Greenburgh. Gdy wysiadali, Fish zapomniał zabrać z przedziału teczki ze swymi „narzędziami” i prawdziwymi dokumentami. Gdyby została ona znaleziona, szybko sprowadziłaby policję na jego ślad. Ale mała Grace zauważyła, że kochany „wujek” nie ma teczki, zawróciła i przyniosła mu ją. Znajdował się w niej między innymi ogromny nóż.

Fish zabrał Grace do pustego domku w Greenburgh, zwanego Wistaria Cottage. Pozostawił małą na piętrze, wyjaśniając jej, że czeka ją miła niespodzianka, sam zaś poszedł do pokoju na piętrze, gdzie rozebrał się do naga, a następnie zawołał małą Grace. Stanąwszy w drzwiach pokoju, Grace, której zdumienie szybko przerodziło się w przerażenie, zaczęła głośno wzywać pomocy – niestety na próżno. To, co się stało, było koszmarem.

Fish udusił małą. Następnie odciął jej głowę, którą potem zakopał gdzieś jako nieprzydatną, zaś ciało przeciął na dwie części i starannie zapakowane zabrał do swojego mieszkania. Kawałki ciała gotował i żywił się nimi przez dziewięć dni. Wyznał potem, że przez cały ten czas odczuwał wielkie podniecenie seksualne.

Z zachowania Fisha widać wyraźnie, że kierowało nim chwilami jakby wewnętrzne pragnienie wpadnięcia w ręce sprawiedliwości. Po sześciu latach, 11 listopada 1934 roku, wysłał bowiem list do państwa Budd. Przyznawał się w nim do zabicia małej Grace i zjedzenia jej ciała, podkreślał jednakże z całą stanowczością, że nie zgwałcił dziewczynki, ani nie zbezcześcił jej zwłok. Samo napisanie takiego listu było ogromną nieostrożnością, a w dodatku wysłał go w kopercie z nadrukiem pewnej firmy malarskiej i dekoratorskiej, która łatwo mogła go zdradzić. Dr Wertham twierdzi, że Fish doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Miesiąc później, 13 grudnia 1934 roku, Fish został aresztowany. Natychmiast przyznał się do zabicia Grace Budd i bez oporów złożył obszerne zeznania. Wtedy to właśnie doktorowi Werthamowi powierzono zbadanie stanu psychicznego Fisha, gdyż nie ulegało wątpliwości, że wykazuje on poważne odchylenia od normy.

Oto dane, jaki zdołał zgromadzić w trakcie swych badań dr Wertham. Fish urodził się około 1870 roku w rodzinie, w której występowały przypadki chorób psychicznych, możliwe więc, że był dziedzicznie obciążony. Gdy miał 5 lat, został umieszczony w sierocińcu; w wieku 15 lat ukończył szkołę i z niewiadomych powodów zmienił imię Hamilton na Albert. Najpierw pracował w sklepie spożywczym, potem został malarzem pokojowym i dekoratorem, w którym to zawodzie pracował całe życie. W 1898 roku Fish ożenił się z młodszą od siebie o dziewięć lat dziewczyną, z którą miał sześcioro dzieci. „Zawsze lubiłem dzieci” – wyznał w czasie śledztwa. Dwadzieścia lat po ślubie jego żona uciekła z lokatorem. Fish nadal opiekował się dziećmi, a także „ożenił się” jeszcze trzykrotnie (nigdy nie uzyskał rozwodu z pierwszą żoną nie starał się też o to), następne „małżeństwa” były więc nie ważne z prawnego punktu widzenia. „Życie seksualne Fisha było wyjątkowo patologiczne” – pisze dr Wertham. Gdy miał 5 lat, wychowawczyni w sierocińcu, prawdopodobnie również osoba o patologicznych skłonnościach, lubowała się w biciu go rózgą po obnażonym ciele. Często dostawał takie „lanie” i wkrótce je polubił. Trudno znaleźć rodzaj perwersji, któremu nie oddawałby się z upodobaniem. Eksperymentował przy tym wiele, wynajdując coraz to nowe formy zaspokojenia seksualnego. Ograniczymy się do odnotowania, że miał zwyczaj wbijać sobie długie igły w ciało tam, gdzie skóra jest najbardziej delikatna i unerwiona. Wykonano zdjęcia rentgenowskie, które ujawniły obecność w ciele Fisha 27 takich igieł, z których kilka przerdzewiało do tego stopnia, że pozostały z nich jedynie maleńkie kawałki. Fish próbował też wbijać sobie igły pod paznokcie, uznał jednak – jak wyjaśnił – że było to zbyt bolesne.

Podobnych doświadczeń dokonywał na swych ofiarach – dzieciach. Przyznał się, że przez całe życie „polował” na dzieci i uwiódł co najmniej sto, zarówno dziewcząt, jak i chłopców. Jako malarz często pracował w piwnicach i w pustych niezamieszkanych jeszcze domach, nie miał więc trudności ze znalezieniem odludnego miejsca, gdzie mógłby sprowadzać swe ofiary. Równie łatwo przychodziło mu wyszukiwanie owych ofiar, bo dzieci garnęły się do niego, zwabione jego sympatycznym wyglądem i zachowaniem.

Chronologicznie rzecz ujmując, ostatnim „wynalazkiem” Fisha były marzenia o kanibalizmie, które wkrótce – jak to widzimy na przykładzie nieszczęsnej Grace Budd – zrealizował ku swojemu zadowoleniu.

Choroba Fisha obejmowała też pewne elementy manii religijnej, uważał on mianowicie, że jest człowiekiem świętym, a swym morderstwom przypisywał charakter rytualny: „Musiałem składać dzieci w ofierze, by oczyścić się ze swych grzechów…” – wyznał. Torturowania dzieci, w tym także kastrowania młodych chłopców dopuszczał się – jak twierdzi – na polecenie jakiejś wyższej siły.

Wobec powyższych informacji nie ulega wątpliwości, że Fish był osobnikiem całkowicie niepoczytalnym i nie odpowiadał za swoje czyny. Mimo to wydano na niego jednogłośnie wyrok śmierci, który był wyrazem oburzenia i odrazy, jaką musieli odczuwać wobec niego przysięgli i sędziowie – wyrok został wykonany.

Zdziwienie może budzić fakt, że człowiek ten zdołał przeżyć 64 lata, oddając się bez zahamowań swym perwersyjnym praktykom i nigdy nie zwrócono na niego uwagi. Otóż tak nie było. Fish wielokrotnie był aresztowany, między innymi za kradzież. Spędził też kiedyś 90 dni w więzieniu za wysyłanie nieprzyzwoitych listów. Dwukrotnie otrzymał wyrok w zawieszeniu za fałszerstwa czeków (nieudolne fałszerstwa). Jego kontakty z wymiarem sprawiedliwości były więc dość częste.

Jak to się stało, że nikt nie zauważył, że ma do czynienia z człowiekiem psychicznie chorym, niebezpiecznym dla otoczenia? Możnaby tłumaczyć to przeoczenie faktem, że Fish najczęściej stawał przed sądem za przestępstwa nie mające związku z jego sadomasochistycznymi skłonnościami. Ale tak naprawdę, co budzi zdumienie i przerażenie Fish dwukrotnie przebywał na obserwacji w szpitalu psychiatrycznym. Został skierowany tam przez sąd, po raz pierwszy w 1930 roku, a więc dwa lata po zamordowaniu Grace Budd. W opinii podpisanej przez specjalistów, można przeczytać: „Niekiedy wykazuje oznaki zaburzeń psychicznych”. Podczas drugiego pobytu w szpitalu stwierdzono u niego wprawdzie sadyzm, lecz badań nie kontynuowano i został wypisany. Trzeba stwierdzić, że psychiatrzy owego szpitala dopuścili się wyjątkowo karygodnego błędu w sztuce lekarskiej.

Na koniec przytoczymy opis Alberta Fisha podany przez doktora Werthama „Z wyglądu był łagodnym i nieszkodliwym staruszkiem. Gdybyście szukali kogoś, komu moglibyście powierzyć z czystym sumieniem własne dzieci, spośród setek ludzi wybralibyście właśnie jego…”

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis
«
Następny wpis
»